typex.info

HISTORIA

Efekt Mandeli jest szokujący

Reading Time: 8 minutes Fascynujący fenomen.

1/04/24 8 min

Efekt Mandeli jest szokujący

Reading Time: 8 minutes

Kiedy po raz pierwszy usłyszałem o Efekcie Mandeli, pomyślałem, że to jakaś kolejna bajka fantastyki naukowej. Jednak dałem mu szansę, jako że płaskość i nieruchomość Ziemi kiedyś również wydawały mi się absurdalne. Po bliższym przyjrzeniu się sprawie, znów czuję się jak Alicja w Krainie Czarów.

Chciałbym zaznaczyć, że poniższy materiał nie jest i być nie powinien zbiorem gotowych tez i jednoznacznych odpowiedzi. Ze względu na mocno zagadkowy charakter sprawy należy go traktować wyłącznie jako punkt wyjścia dla własnych rozważań i prywatnych poszukiwań.

Zanim przeczytasz, o co chodzi, obejrzyj poniższy fragment słynnego Matrixa, bo w pewien sposób oddaje specyfikę tego zjawiska. Wychodzi na to, że autorzy filmu (wówczas bracia Wachowscy – dziś siostry Wachowskie) należą do bardzo wysokiego szczebla iluminatów, bo Matrix jest po prostu gigantycznym zdradzaniem prawdy o świecie.

Choć pojawia się tu motyw deja vu, bynajmniej nie o niego chodzi. Deja vu jest tylko pretekstem do twórczego wykorzystania w opowiadaniu historii uczucia ponownego przeżywania jakiegoś wydarzenia. Tymczasem ja mam na myśli coś bardziej tajemniczego, powiedzmy czyjąś dosłowną ingerencję w rzeczywistość. W filmie Wachowskich władające matrixem nadistoty czasami dokonują pewnych korekt w kodzie iluzji, co skutkuje jakąś zmianą w jej reprezentacji wizualnej – w tym przypadku pojawieniem się ściany uniemożliwiającej ucieczkę jednemu z bohaterów.

Ten motyw z Matrixa jest tylko pewnym układem odniesienia, bo tak naprawdę w Efekcie Mandeli może chodzić o coś tylko trochę podobnego lub zasadniczo innego. Generalnie rzecz biorąc, fenomen wziął swoją nazwę od słynnego prezydenta RPA – Nelsona Mandeli, który 27 lat przesiedział w więzieniu za walkę z apartheidem. Po raz pierwszy nazwy zjawiska Efektu Mandeli użyła blogerka – Fiona Broome w 2010 roku, po tym jak doszła do wniosku, że wiele osób podziela jej wspomnienie śmierci legendarnego przywódcy w więzieniu w latach 80′ oraz związane z tym rozruchy społeczne. Obecnie mówi się, że Mandela zmarł dopiero 5 grudnia 2013 roku.

Nelson Mandela

Sprawa wydawałaby się kompletną bzdurą, gdyby nie to, że miliony ludzi na świecie rzeczywiście pamiętają informacje o jego śmierci w latach 80′. Jak się okazuje, podobnych przypadków jest znacznie więcej. Zazwyczaj dotyczą pozornie nieistotnych wydarzeń, filmów, piosenek lub produktów, ale wszystkie łączy to samo – bardzo dziwna, zaskakująca zmiana jakiegoś elementu w ich strukturze lub miejsca w czasie. Niektóre z tych rzeczy mogą wydawać się niepoważne, jednak nie chodzi tu o przykłady zjawiska, ale o samo zjawisko.

To było inne

Fenomen Efektu Mandeli uderzył mnie z całą mocą dopiero wówczas, kiedy natrafiłem na coś, co sam dobrze pamiętam. Będąc miłośnikiem starych filmów o agencie 007, oglądałem wszystkie klasyczne części z Seanem Connerym i Rogerem Moorem włącznie. W 1979 roku na ekrany kin wszedł Moonraker, w którym Jamesa Bonda prześladuje niejaki Buźka – grany przez Richarda Kiela olbrzym o metalowych zębach. W jednej ze scen pomaga mu niepozorna blondynka Dolly, w której gigant natychmiast się zakochuje.

Kontekstowa śmieszność sytuacji polegała na tym, że dziewczyna nosiła aparat ortodontyczny, który odsłoniła w pełnej okazałości w szerokim uśmiechu. Pamiętam go bardzo dobrze. Bez aparatu na zębach Dolly cała ta scena nie ma żadnego sensu. Buźkę urzekła bowiem nie tylko uroda dziewczyny, ale również to, że mieli ze sobą coś wspólnego, co już na dzień dobry zbliżało ich do siebie. Z jakiegoś powodu Dolly dzisiaj nie ma tego aparatu.

Kolejnym przykładem Efektu Mandeli jest nazwisko legendarnego aktora kina akcji. Odtwórca głównych ról w takich filmach jak Liberator czy Nico – ponad prawem, odkąd pamiętam, nazywał się Steven Segal. Tymczasem od nieustalonego bliżej czasu jego imię i nazwisko wszędzie pojawia się w wersji Steven Seagal. Skąd i dlaczego pojawiła się tam dodatkowa litera?

Być może Segal nieznacznie zmienił swoje nazwisko tuż po przyjęciu rosyjskiego obywatelstwa, jednak wydaje się to mało prawdopodobne. Nie ma też większego sensu, wziąwszy pod uwagę wszystkie stare wydania jego filmów na DVD i Blue-Ray.

Często omawianym przykładem Efektu Mandeli jest także słynne logo koncernu samochodowego Ford. Według oficjalnych danych amerykańskiej korporacji świński ogonek w logo firmy widnieje od 1912 roku. Jednak nie przypominam sobie, by dawniej było w nim coś równie charakterystycznego. Logo Forda wygląda dzisiaj po prostu dziwnie. Podobnie uważają tysiące ludzi na całym świecie.

Przejdźmy teraz w przestrzeń spożywczą. Czyż jeden z najpopularniejszych batoników czekoladowych, KitKat, nie miał wcześniej nazwy pisanej z myślnikiem w środku, to znaczy Kit-Kat? Jestem niemal pewien, że tak właśnie było. Dziś jednak nie sposób znaleźć dowodu istnienia starej wersji opakowania, a przecież powinno się gdzieś zachować choćby jedno zdjęcie.

Jeszcze innym przykładem Efektu Mandeli jest sympatyczny ludzik z popularnej planszówki Monopoly. Miliony osób twierdzą, że dawniej ten zabawny człowieczek miał monokl na oku. Dziś na żadnym pudełku gry go nie ma. Można by powiedzieć, że producent po prostu zmienił jego wygląd, ale wówczas dałoby się odszukać choćby jedno wydanie z dawnym wyglądem.

W Polsce chyba najbardziej znanym przykładem jest cytat: “Nie ze mną te numery, Brunner” ze słynnej Stawki większej niż życie. Choć w dostępnych dziś kopiach serialu Hans Kloss mówi: “Takie sztuczki nie ze mną, Brunner”, to z jakiegoś powodu wszyscy pamiętają inną wersję.

Powyższe przypadki stanowią tylko bardziej znane exempla Efektu Mandeli, gdyż w sieci funkcjonuje ich cała masa. Z pewnością część z nich jest chybiona, to znaczy błędnie interpretowana jako przykłady opisywanego zjawiska. Jednak większość faktycznie daje mocno do myślenia.

Przyczyna fenomenu

W wyjaśnieniu Efektu Mandeli najprościej byłoby po prostu przyjąć wersję forsowaną przez mainstremowe media, zdaniem których mamy do czynienia jedynie z fałszywymi wspomnieniami. Tego typu konkluzja wymusza zaakceptowanie czegoś w rodzaju zbiorowej halucynacji, jakiegoś ogólnoświatowego obłędu. Mainstream twierdzi, że nie ma żadnego fenomenu, że to wszystko są tylko sztuczki umysłu, który płata nam figle.

Tymczasem trudno pogodzić się z faktem, że miliony osób na całym świecie mają bardzo wyraźne wspomnienia dotyczące tysięcy spraw i tematów, które gdzieś po drodze uległy jakiejś zagadkowej transformacji. Ludzie dobrze pamiętają nie tylko konkretne rzeczy z przeszłości, ale również towarzyszące im zdarzenia – na przykład wybuch śmiechu widzów na sali kinowej, kiedy Dolly pokazywała swój aparat ortodontyczny. Czy to również wszystko sobie tylko zmyślili?

Jeśli więc nie są to tylko fałszywe wspomnienia, to co innego w takim razie? Tutaj zaczynają się pojawiać mniej lub bardziej nietuzinkowe teorie i założenia. Z jedną, która wydaje mi się najbardziej prawdopodobna, chciałbym się podzielić. Choć pozornie wydaje się absurdalna, jest w niej logiczny ciąg przyczynowy i pewne zaplecze naukowe.

Otóż zdaniem niektórych badaczy tego zjawiska mamy do czynienia z przeskokami między wymiarami odpowiadających im linii czasowych. Efekt Mandeli jawiłby się zatem jako pewne potwierdzenie teorii strun, która subatomowy świat fizyki kwantowej przenosi na makroskalę. Według tej koncepcji fizyki teoretycznej nie ma czegoś takiego jak jedna, na zawsze skończona rzeczywistość. Czasoprzestrzeń składa się łącznie z dziesięciu wymiarów równoległych, jednak nasze zmysły mogą obcować tylko z jednym z nich jednocześnie.

Pierwsze trzy wymiary są obserwowalne. Tworzą siatkę, w której żyjemy i nadają wszystkiemu wymiary: wysokość, szerokość, głębokość. Czwartym wymiarem jest czas. Piąty wymiar można sobie wyobrazić jako rozgałęzienia na osi czasu. Są to nasze możliwości wyboru na ścieżce życiowej. Szósty wymiar tworzą światy równoległe, czyli rzeczywistości, w których powstały zupełnie inne opcje wyboru (piąte wymiary) niż w naszym. Innymi słowy, szósty wymiar zawiera wszystkie możliwe ścieżki rozwoju wszechświata.

Siódmy wymiar sięga poprzedniego punktu i zawiera w sobie nieskończoność. Ósmy jest jeszcze bardziej niezwykły, ponieważ posiada w sobie różne nieskończoności. W tym wymiarze znajdują się wszechświaty zupełnie różne od naszego, rządzące się innymi prawami fizyki. Dziewiąty wymiar tworzy więź pomiędzy wszystkimi nieskończonościami znajdującymi się w ósmym wymiarze, jest jakby pomostem do przemieszczania się między nimi. Dziesiąty wymiar to punkt, w którym powstały wszystkie możliwe nieskończoności, miejsce narodzin wszelkich potencjalności.

teoretyczna wielość linii czasowych dla wspólnej rzeczywistości

W świecie kwantowym, który wymyka się intuicji, zasady przyczyny i skutku działają odmiennie niż w świecie makroskopowym, a wynik każdego procesu ma zawsze charakter probabilistyczny. Teoria strun jednak w pewnym sensie rozszerza tę zasadę do makroskali, a to pociąga za sobą bardzo poważną implikację dla świata widzialnego.

Wyobrażamy sobie linię czasową jak etapy montażu samochodu na linii produkcyjnej, gdzie na kolejnych odcinkach dokładane są do niego następne elementy. Tymczasem rzeczywistość należałoby raczej porównać do przenikających się i niezależnych od siebie warstw. Świat widzialny byłby więc tylko efektem, wypadkową wielu innych światów równoległych. W takim modelu rzeczywistość dzieje się w kilku wersjach jednocześnie. Jest jak rozszczepione światło widzialne, którego finalny kolor zależy od ilości jego składowych.

Działalność CERN

Czy przeskoki między liniami czasowymi następują niezależnie od czynników zewnętrznych czy może ktoś sprawuje nad tym jakąś kontrolę? Tu pojawia się kolejna, pozornie nieprawdopodobna teoria. Sugeruje ona, że ma to wszystko jakiś związek z działalnością słynnego CERN-u, ośrodka naukowo-badawczego położonego na granicy Szwajcarii i Francji. Zdaniem entuzjastów Efektu Mandeli ten instytut nie zajmuje się żadnym zderzaniem hadronów, tylko czymś znacznie bardziej ponurym. CERN uchodzi po prostu za ośrodek satanistyczny. Dlaczego?

Zacznijmy od logo tej organizacji. Widnieją w nim trzy wyraźne szóstki. Trudno uwierzyć, by to był przypadek. Kolejną dziwną rzeczą jest stojący przy wejściu głównym posąg Shivy – jednego z najistotniejszych dewów w hinduizmie. Shiva jest bogiem reprezentującym jednocześnie tworzenie i niszczenie świata. Ciekawy zbieg okoliczności.

W 2016 roku przy posągu Shivy odbył się rytuał okultystyczny, w którym rzekomo złożono w ofierze pewną kobietę. Później się okazało, że pracownicy CERN-u robili sobie żarty, które miały być odpowiedzią na plotki dotyczące satanizmu ośrodka. Nawet jeśli był to tylko kawał, jego wydźwięk był dziwny i wyjątkowo mało zabawny.

Należy również wspomnieć o pewnym zastanawiającym zdjęciu. Podczas nagrania “Jesteśmy szczęśliwi w CERN” jeden z pracowników instytutu pojawił się z transparentem, na którym widniał napis: BOND 1 MANDELA. W pierwszym filmie o Jamesie Bondzie, Cassino Royale, agenta 007 zagrał Barry Nelson. Mamy tu więc czytelną wiadomość: Nelson Mandela. Osoby śledzące zachowanie iluminatów wiedzą, że z jakiegoś powodu sataniści regularnie zdradzają swoje plany i działania. Oczywiście nie można wykluczyć, że to również był tylko żart.

Podsumowanie

Efekt Mandeli jest jednym z najbardziej tajemniczych fenomenów otaczającej nas rzeczywistości. Wbrew temu, co twierdzą mainstreamowe media, nie mamy gotowych odpowiedzi i nie mamy do czynienia ze zbiorowym obłędem. Sprawa jest dużo bardziej skomplikowana.

Prawdopodobnie obserwowana przez nas rzeczywistość nie jest finalnym produktem materii. Tak jak białe światło składa się z wielu kolorystycznych warstw tonalnych, tak rzeczywistość może być wypadkową wielu wymiarów równoległych, dziejących się jednocześnie i wzajemnie zależnych.

Nadal nie wiemy, w jaki sposób dochodzi do tych wszystkich przeskoków linii czasowych. Czy ośrodek CERN potrafi w pewien sposób kontrolować składowe materii, dokonując jakichś korekt w reprezentacji wizualnej świata? Być może nie ma to z nim żadnego związku i przemiany dokonują się same, bez niczyjej ingerencji.

W poniższym materiale znajdziesz krótkie omówienie niezwykłego zjawiska Efektu Mandeli. Film nie ma tłumaczenia, ale język jest na tyle prosty, że nikt nie powinien mieć problemów ze zrozumieniem.