Cały czas oglądamy ten sam serial
Reading Time: 3 minutesNa początku 2020 roku odpalono prawdziwy hit telewizyjny: gigantyczne oszustwo pandemiczne, którym próbowano sterroryzować świat. Było to oszustwo dość osobliwe, bo za pomocą pseudo nauki i kłamliwych haseł fałszywych ekspertów masowo zabijano ludzi.

Umierali nie tylko pacjenci podłączeni do respiratorów (które były dla nich po prostu wyrokiem śmierci), ale też całe rzesze innych ludzi, którym odebrano prawo do korzystania z ubezpieczenia zdrowotnego. Odchodzili przedwcześnie bezsensowną śmiercią pozbawieni leczenia, zabiegów i operacji, które gwarantowała im konstytucja i umowy cywilno-prawne.
Po zakończeniu cyrku pandemicznego skorumpowane elity polityczne uruchomiły sezon drugi tego żenującego serialu – wojnę z Rosją. To było niby coś innego, choć naprawdę bardzo podobnego. Histeria pandemiczna ustąpiła histerii militarnej. Strasznego wirusa zastąpił straszny Putin – teraz to on odpowiadał za wszelkie zło tego świata. Antyszczepów wyparły ruskie onuce. Doniesienia medialne o kolejnych przypadkach zakażenia koronawirusem zamieniono na materiały o „kolejnych ofiarach rosyjskiej napaści na Ukrainę”. Zachodnie elity przeniosły punkt ciężkości ze strachu wokół własnego zdrowia na lęk przed ruskimi dronami.

Trzecim sezonem była „wojna z Palestyną” na terenie Gazy, gdzie „Bogu ducha winni Izraelici” musieli bronić się przed atakami „palestyńskiego Hamasu”. Medialne ścieki ponownie stanęły na wysokości zadania: podręcznikową anihilację przedstawiano jako wojnę, ludobójstwo nazywano wymianą ognia. Liczba kłamstw dotyczących eksterminacji narodu palestyńskiego była porażająca nawet jak na standardy mainstream media.
Anihilacja Gazy obnażyła Zachód, ukazała skalę upodlenia i kompletne zeszmacenie. To był koniec pewnej ery – państwa zachodnie na zawsze utraciły moralne prawo do komentowania jakichkolwiek wojen, konfliktów zbrojnych i operacji militarnych. Okazały się skrajnie niemoralne, do szpiku zepsute, kompletnie niewiarygodne, współwinne zbrodni i najzwyczajniej w świecie złe.

Obecnie oglądamy czwarty sezon. Tym razem w roli czarnego charakteru wystąpił Iran. Nie było trudno obsadzić go w tej roli, bo materiał był gruntowany dawno temu. Od wielu lat przestrzeń medialną wypełniały słowa typu: irański reżim, niewola religijna, prawo szariatu czy skrajne nieszanowanie kobiet i zasad demokracji. Gdzieś w tle przewijały się również propagandowe bajki o irańskim programie nuklearnym, który sam w sobie jest kłamstwem.
Zauważmy, że odpalono tu dokładnie ten sam skrypt jak w przypadku palestyńskiej Gazy: odwracanie znaczeń i granie kartą ofiary: to oni, Irańczycy, są tymi złymi, a USA wyzwalają uciemiężony lud z muzułmańskich łańcuchów. A że przy okazji muszą zginąć tysiące niewinnych ludzi… cóż – takie są koszty wprowadzania demokracji. Niedawno Ukraina dołączyła do bombardowania Iranu, więc to się wszystko układa w sensowną całość.

To jest cały czas ten sam serial, ten sam mechanizm, kolejne sezony tego samego programu czystego zła, machinacji i propagandy. To wszystko ma wspólne korzenie i zawsze przebiega według tego samego schematu: nagłe „zagrożenie” (wirus, Putin, Hamas, Iran), następnie reakcja społeczna (strach, strach, strach, strach), w końcu rozwiązanie (lockdown, wojna z Rosją, anihilacja Gazy, bombardowanie Iranu), po którym następuje ogłaszanie zwycięstwa i ogólnokrajowa radość „z pokonania kolejnej trudności”. Wojna to pokój, wolność to niewola, ignorancja to siła.
To jest cały czas to samo, ten sam program, ten sam podły kłamczuszek z fałszywą miną pseudo dobra na gębie, tylko aktorzy i miejsca akcji się zmieniają. Jednak mechanizm działania pozostaje niezmienny: problem – reakcja – rozwiązanie. A to, że „rozwiązanie” zawsze kończy się śmiercią i zniszczeniem, kolejnymi haraczami od całych narodów (w tym Polaków), galopującą inflacją oraz poważnymi konsekwencjami gospodarczymi i społecznymi, jest traktowane jak normalka, jak standard, na który wytresowane społeczeństwo już nie zwraca uwagi.
Świat jest sceną, a politycy na niej jedynie aktorami. Producenci spektaklu pozostają zawsze w cieniu. Jedyne, co nam zostało, to czekać na kolejny sezon widowiska. Czy pojawią się świeże wątki i nowe postacie czy raczej należy oczekiwać rozwinięcia już poznanych fabuł i liczyć na powroty aktorów z poprzednich sezonów? I ile czasu jeszcze zajmie publice, nim zauważy, że to wszystko jest planowane i wdrażane z zimnym wyrachowaniem?

