typex.info

POPKULTURA

Ciekawy przypadek Jima Carrey’a

Reading Time: 2 minutesOsiągnięcie iluminacji.

14/03/26 2 min

Ciekawy przypadek Jima Carrey’a

Reading Time: 2 minutes

Po ostatnim rozdaniu nagród francuskiej akademii filmowej, paryskich Cezarów, w sieci dosłownie zawrzało. Ludzi zszokowała diametralna zmiana w wyglądzie i zachowaniu Jima Carrey’a. Z miejsca pojawiło się mnóstwo głosów, że aktor został podmieniony przez dublera, a wcześniej oczywiście zamordowany. Prawda niestety jest bardziej prozaiczna i znacznie bardziej złowieszcza.

Jim Carrey od lat uchodził za wzór do naśladowania, za buntownika i prawdziwą perłę w zgniliźnie Hollywood. Napisano wokół niego romantyczny mit o zbuntowanym aktorze, który postanowił ujawniać deprawację i moralny upadek stolicy filmu i elit showbiznesu. Zaczęło się od pamiętnych wywiadów, w których mówił, że nie istnieje, co miało oznaczać świadomość iluzji własnego ego i duchowe przebudzenie, wynoszące go ponad wymiar materialny.

Później miał rzekomo sprzeciwiać się szczepionkom i publicznie krytykować Hollywood, wytykać mu niemoralność, niszczenie młodych alkoholem i narkotykami. Wreszcie miał niby zacząć jawnie sprzeciwić się iluminatom i masonerii. To wszystko były jednak tylko pozory. Najlepszym dowodem na to był pamiętny występ u Jimmy’ego Kimmela w 2015 roku, kiedy pojawił się w koszulce z lewitującym astronautą i napisem „I need more space” (wcześniej wyśmiewał prawdę o oszustwach NASA). Aktor rzekomo odkrywał symbole iluminatów i przestrzegał przed władzą rządzącą zza kulis.

Jak widać w powyższym wideo, nic takiego nie miało miejsca. Wszystko to było jedną wielką szyderą z teorii spiskowych – z teorii, które okazały się prawdą. Jim Carrey odstawił aktorski pokaz, szydząc z prawdy, wyśmiewając ją i bagatelizując. Okazał się klasycznym wentylem do spuszczania powietrza z wolno budzącej się opozycji. Z nieznanego mi powodu publika nie zauważyła tej szydery, traktując przekaz wprost i mianując go bohaterem.

Poniższy materiał moim zdaniem najtrafniej rozszyfrowuje to, co się stało z Jimem i o co tutaj chodzi. Nie było żadnego dublera, nie ma tajemnej akcji usuwania niewygodnego gracza (bo nie był przeszkodą, tylko narzędziem). Jest coś znacznie gorszego: okultystyczna transformacja, gnostyczne misterium, zwieńczenie procesu rozpoczętego wiele lat temu. To jest ostateczne oświecenie odzwierciedlone w mistycznym przejściu polegającym na wymieszaniu energii męskiej z żeńską i pogrzebaniu swojej dotychczasowej osobowości na zawsze.

Oczywiście nie można wykluczyć, że Jim Carrey nie żyje, a facet z rozdania Cezarów był jego dublerem. Miałby o tym świadczyć przede wszystkim inny kolor oczu – Carrey miał brązowe, a teraz są szare. Można to jednak tłumaczyć procesem starzenia, bo z wiekiem pigment w tęczówkach słabnie. Ciekawe jest także to, że w trakcie wywiadu padły słowa: „Jestem martwy” i „Najbardziej zabawna maska, jaką założyłem, to ta, którą mam dzisiaj na sobie”.

Jim Carrey był fałszywym prorokiem, a teraz stał się mistrzem oświecenia, iluminatą doskonałym, który zabił siebie samego i stworzył nową wersję własnej istoty. Stał się uosobieniem czegoś, z czym rzekomo walczył przez ostatnie 20 lat.

Człowiek, który stronił od blichtru i bardzo ostro krytykował kulturę celebrytów, nagle pławi się w atencji i fleszach aparatów. Można to wyjaśnić jedynie świadomą przemianą, symbolicznym zatoczeniem koła (co świadczyłoby o mistrzowsko napisanej dla niego roli) albo fizyczną śmiercią i zamianą na dublera.

Cokolwiek się tutaj stało, Jima Carrey’a już nie ma. Nie ma jego energii, jego głosu, spojrzenia, jego duszy. I właśnie o to w tym wszystkim chodziło – o narodziny nowego człowieka, który świadomie przyjmuje tożsamość ikony systemu.