Związki NASA z masonerią
Reading Time: 16 minutesPoniższy artykuł ukazuje ścisły związek amerykańskiej agencji „kosmicznej” NASA z masonerią i nakreśla kontekst historyczny fikcji, w jakiej żyjemy. Autorem tekstu jest Eric Dubay, autor takich książek jak „200 proofs Earth’s not a globe” czy „Flatlantis”. W kolejnych wpisach postaram się kontynuować ten trend, bo po co wyważać otwarte drzwi.
W mojej książce „Famous Freemasons Exposed” pokazałem, jak Mikołaj Kopernik, Jan Kepler, Galileusz i Izaak Newton, czterej prekursorzy globalistycznej doktryny heliocentrycznej, pozowali do portretów masońskich, eksponując różne symbole i gesty dłoni, wskazujące na ich przynależność do bractwa. Galileusz pozuje na masońskiej szachownicy, Kepler ze znakiem „ukrytej dłoni”, a wszyscy czterej pozują z masońskim cyrklem i globusem, pokazując masoński znak dłoni „M”. Sir Izaak Newton został nawet pasowany na rycerza przez królową Annę w loży mistrzów masońskich Trinity College.

Bardzo wielu astronautów NASA, obecnych propagatorów globalistycznej doktryny heliocentrycznej, również było (lub są) masonami:
- John Glenn, dwukrotny senator USA i jeden z pierwszych astronautów NASA, jest znanym masonem.
- Buzz Aldrin Junior, drugi człowiek, który kłamał na temat spaceru po Księżycu, jest uznanym masonem 33 stopnia, noszącym pierścień i migającym znakiem dłoni, należącym do Loży Montclair nr 144 w New Jersey.
- Edgar Mitchell, kolejny rzekomy księżycowy spacerowicz na pokładzie Apollo 14, jest masonem Order of Demolay w Loży Artesta nr 29 w Nowym Meksyku.
- James Irwin z Apollo 15, ostatni człowiek, który kłamał na temat spaceru po Księżycu, był członkiem Loży Tejon nr 104 w Colorado Springs.
- Donn Eisele z Apollo 7 był członkiem Loży Luthera B. Turnera nr 732 w Ohio.
- Gordon Cooper na pokładzie Mercury 9 i Gemini 5 był mistrzem masońskim w Loży Carbondale nr 82 w Kolorado.
- Virgil Grissom na misjach Apollo 1 i 15, Mercury 5 i Gemini 3 był mistrzem masońskim w Loży Mitchell nr 228 w Indianie.
- Walter Schirra Junior z misji Apollo 7, Sigma 7, Gemini 6 i Mercury 8 był masonem 33 stopnia w Loży Canaveral nr 339 na Florydzie.
- Thomas Stafford z misji Apollo 10 i 18, Gemini 7 i 9 jest masonem w Loży Western Star nr 138 w Oklahomie.
- Paul Weitz z misji Skylab 2 i Challenger pochodzi z Loży Lawrence nr 708 w Pensylwanii.

Astronauci NASA: Neil Armstrong, Allen Sheppard, William Pogue, Vance Brand i Anthony England, również mieli ojców masonów. Liczba astronautów, o których wiadomo, że są masonami lub pochodzą z rodzin masońskich, jest zdumiewająca. Prawdopodobnie więcej astronautów i osób odgrywających kluczową rolę w NASA również jest związanych z bractwem, ale nie tak otwarcie o tym mówią. Fakt, że tak wielu masonów, członków największego i najstarszego tajnego stowarzyszenia na świecie, jest zaangażowanych w promowanie i propagowanie globalistycznej doktryny heliocentrycznej od jej początków do dziś, powinien budzić poważne podejrzenia.
„C. Fred Kleinknecht, szef NASA w czasie programu kosmicznego Apollo, jest obecnie Suwerennym Wielkim Komandorem Rady 33 stopnia Starożytnego i Uznanego Rytu Szkockiego Wolnomularstwa Jurysdykcji Południowej. To była jego nagroda za dokonanie tego przekrętu. Wszyscy pierwsi astronauci byli masonami. W Domu Świątyni w Waszyngtonie znajduje się zdjęcie Neila Armstronga, rzekomo stojącego na powierzchni Księżyca w skafandrze kosmicznym, trzymającego masoński fartuch przed sobą”.
William Cooper
Logo NASA to gigantyczny, czerwony, rozwidlony język węża na tle rozgwieżdżonego nieba. Węże, a zwłaszcza ich rozwidlone języki, od dawna kojarzone są z kłamstwem, oszustwem, sprytem, dwulicowością, manipulacją, Szatanem, diabłem. Dlaczego Narodowa Agencja Aeronautyki i Przestrzeni Kosmicznej wybrała właśnie to jako swoje oficjalne logo?

ONZ, siedziba rządu Nowego Porządku Świata, zbudowana na ziemi podarowanej przez masona 33 stopnia Johna D. Rockefellera, jest reprezentowana przez logo/flagę, która wyraźnie przedstawia płaską Ziemię podzieloną na 33 segmenty. Istnieją 33 oficjalne stopnie masonerii rytu szkockiego, dlatego flaga ONZ przedstawia płaską ziemię podzieloną na 33 pola. Dlaczego założyciele ONZ wybrali logo/flagę mapy płaskiej Ziemi podzielonej na 33 sekcje? Jak to możliwe, że C. Fred Kleinknecht, szef NASA, przeszedł na emeryturę i natychmiast został przywódcą 33 stopnia masonerii? Jak to możliwe, że wszyscy prekursorzy teorii kulistej Ziemi i tak wielu astronautów NASA to masoni?

Ezoteryczna religia masonów, stanowiąca podstawę ich symboli i rytuałów, to kult Słońca. Od pierwszego dnia w loży masońscy nowicjusze dowiadują się, że w wolnomularstwie chodzi o światło, oświecenie, iluminację (stąd Illuminati), a co za tym idzie, o kult Słońca jako dawcy światła. Sale masońskie są celowo budowane zgodnie z ruchem Słońca. Zawsze są celowo zwrócone na wschód, w stronę Słońca, a „Czcigodny Mistrz” siedzi na dalekim wschodzie na tronie z wyrytym wizerunkiem Słońca.
Główne święto masonów przypada na dzień św. Jana Chrzciciela. Znany również jako dzień przesilenia letniego, dzień św. Jana wypada 24 czerwca, kiedy Słońce osiąga swój najwyższy punkt w ciągu roku. Ma to znaczenie w kontekście rytuału „wzoru okrążania”. Historyk masoński 33 stopnia, Albert Mackey, mówi: „W masonerii ludzie zawsze trzykrotnie okrążali ołtarz, śpiewając święty hymn. Podczas tej procesji dokładano wszelkich starań, aby ruch naśladował bieg Słońca. Ten wzór okrążania niewątpliwie nawiązuje do doktryny kultu Słońca”.

„Masoneria jest pozostałością religii starożytnych druidów, którzy (podobnie jak magowie perscy i kapłani Heliopolis w Egipcie), byli kapłanami Słońca. Oddawali cześć temu wielkiemu luminarzowi, jako wielkiemu widzialnemu sprawcy wielkiej niewidzialnej pierwotnej przyczyny. Religia chrześcijańska i masoneria mają jedno i to samo wspólne pochodzenie: obie wywodzą się z kultu Słońca. Różnica między nimi polega na tym, że religia chrześcijańska jest parodią kultu Słońca, w której stawiają człowieka (którego nazywają Chrystusem) w miejsce Słońca i oddają mu tę samą cześć, jaką pierwotnie oddawano Słońcu.
Natomiast w masonerii ceremonie druidów zachowały się w pierwotnej formie, przynajmniej bez żadnej parodii. U nich Słońce jest nadal Słońcem, a jego wizerunek w postaci Słońca jest wielką emblematyczną ozdobą lóż masońskich i szat masońskich. Jest ono centralną postacią na ich fartuchach i noszą je również jako zawieszkę na piersiach swoich lóż. Także w procesjach Słońce, jako wielki widzialny pośrednik Stwórcy, jest widzialnym przedmiotem uwielbienia Druidów. Zatem wszystkie ich obrzędy i ceremonie religijne odnosiły się do pozornego postępu Słońca przez dwanaście znaków zodiaku i jego wpływu na Ziemię.
Masoni przyjmują te same praktyki. Dach ich świątyń lub lóż jest ozdobiony Słońcem, a podłoga jest przedstawieniem zróżnicowanej powierzchni Ziemi (poprzez wykładzinę albo mozaikę). Symboliczne znaczenie Słońca jest dobrze znane oświeconemu i dociekliwemu masonowi, i tak jak prawdziwe Słońce znajduje się w centrum wszechświata, tak symboliczne Słońce jest centrum prawdziwej masonerii. Tylko naukowy mason zna powód, dla którego Słońce jest umieszczone w centrum tej pięknej sali”.
Thomas Paine „Pochodzenie masonerii”

Prawdziwym powodem, dla którego Słońce znajduje się w centrum sal masońskich, jest to, że reprezentuje ono sedno ich trwającego już pięć wieków heliocentrycznego oszustwa. Po pierwsze, czciciele Słońca oderwali nas od naszych starożytnych, naturalnych, zgodnych z cyklami 13-miesięcznych kalendarzy księżycowych i zastąpili je nienaturalnymi, nieregularnymi, 12-miesięcznymi kalendarzami gregoriańskimi.
Po drugie, umieścili Słońce w centrum wszechświata, a następnie przekonali ludzi, że Ziemia i wszystko inne krąży wokół niego. Po trzecie, uczynili Słońce największym obiektem na niebie, rzekomo 119 razy większym od Księżyca, mimo że wyraźnie widzimy, że są tej samej wielkości. Po czwarte, zdegradowali Księżyc do roli jedynie odbłyśnika wspaniałego światła Słońca, twierdząc, że Księżyc nie ma własnego światła. I wreszcie w 1969 roku czciciele Słońca, na pokładzie statku nazwanego Apollo na cześć greckiego boga słońca, twierdzili, że wylądowali na Księżycu, a tym samym duchowo i fizycznie go podbili.

„Słońce zawsze znajdowało się w centrum fałszywej religii. Starożytne religie misteryjne czciły Słońce, tarczę słoneczną, jako bóstwo. Grecy czcili Apollina jako dziecko Słońca. Rzymianie oddawali hołd Mitrze, bogu Słońca. Te pogańskie filozofie stanowią podstawę kultu Iluminatów i wskazują na znaczenie Słońca jako symbolu bóstwa Szatana. Dziś masoni, podobnie jak odstępczy żydowscy starsi i kapłani za czasów Ezechiela, nadal czczą Szatana, boga Słońca, zwanego również Lucyferem lub Baalem pod innymi imionami. Imię ich wielkiego boga Jahbuhluna, objawione masonom wyższych stopni, jest synonimem bóstwa słonecznego – dwie z trzech sylab w imieniu, buh i lun, oznaczają Baal i On, oba reprezentują bogów Słońca i ognia”.
Texe Marrs „Codex Magica”

Symbol uskrzydlonego dysku, eksponowany nad wejściem do lóż masońskich, przedstawia dysk słoneczny z orlimi skrzydłami i dwoma wężami. Ten starożytny symbol występował w egipskich, sumeryjskich, perskich, hetyckich, mezopotamskich, anatolijskich, indiańskich, meksykańskich i australijskich kulturach plemiennych i zawsze symbolizował Słońce. Orły również od dawna kojarzone są ze Słońcem, ponieważ latają najbliżej Słońca i mogą patrzeć prosto w jego światło. Rzymscy generałowie trzymali złote orły słoneczne na szczycie swoich bereł, jako symbol supremacji nad armią. W Egipcie Horus, jastrząb, był zawsze symbolizowany ze Słońcem nad głową. Rdzenni Amerykanie również kojarzyli orły ze Słońcem, na przykład bóg-orzeł Abenaków Kisosen: „Niosący Słońce”.
Symbol naszywki misji Apollo 11 NASA przedstawia orła lądującego na Księżycu. Naszywki Apollo 16 i 17 również wyraźnie przedstawiają orły. Symbol Apollo 13 przedstawia trzy konie ciągnące za sobą Słońce, co nawiązuje do starożytnej greckiej legendy o Heliosie, bogu Słońca, podróżującym po niebie w rydwanie ciągniętym przez konie. W sumie NASA rzekomo wysłała na Księżyc dwunastu mężczyzn (i żadnej kobiety). Ponieważ Księżyc zawsze był kojarzony z pierwiastkiem żeńskim i liczbą 13, Słońce kojarzone z pierwiastkiem męskim i liczbą 12, umieszczając dwunastu mężczyzn na Księżycu, ponownie symbolizuje patriarchalne bractwo masońskie podbijające boską niebiańską kobiecość. Jest to również okultystyczny powód, dla którego Apollo 13 wystartował o 13:13 i „eksplodował” 13 kwietnia.

„Aby uczynić podróże międzygwiezdne wiarygodnymi, powołano NASA. Program Kosmiczny Apollo narzucił ideę, że człowiek mógłby dotrzeć na Księżyc i po nim chodzić. Każda misja Apollo była starannie przećwiczona, a następnie filmowana w dużych studiach dźwiękowych na tajnym poligonie Komisji Energii Atomowej na pustyni Nevada oraz w zabezpieczonej i strzeżonej sali dźwiękowej w studiach Walta Disneya, w której znajdowała się makieta Księżyca w skali 1:0. Wszystkie nazwy, misje, miejsca lądowania i wydarzenia w Programie Kosmicznym Apollo nawiązywały do okultystycznych metafor, rytuałów i symboliki tajnej religii Illuminati. Najbardziej transparentna była sfingowana eksplozja statku kosmicznego Apollo 13, nazwanego „Aquarius” (New Age), 13 kwietnia 1970, którego start nastąpił dwa dni wcześniej o 13:13″.
William Cooper „Mystery Babylon”

Dlaczego więc loga NASA przedstawiają języki węży i orły? I dlaczego jest tak wielu masońskich astronautów? Odpowiedź kryje się w symbolu tarczy słonecznej z orlimi skrzydłami i dwoma wężami, który można znaleźć w każdej loży masońskiej. Dwugłowy orzeł jest oficjalnym symbolem 33-go stopnia masonerii Rytu Szkockiego. Wtajemniczeni 25-go stopnia masonerii znani są jako Rycerze Miedzianego Węża, a 28-go stopnia jako Rycerze Słońca. Religia druidów, będąca prekursorem współczesnej masonerii, była taka sama jak religia starożytnych Egipcjan, gdzie kapłani rządzili z Heliopolis, czyli Miasta Słońca, miasta pełnego obelisków, zbudowanego dla ich boga Słońca – Ra.

„Egipcjanie wierzą, że duch ich boga Słońca, Ra, przebywa w obelisku. Dlatego też powinni oddawać cześć i modlić się do obelisku, zawsze zwróceni na wschód, trzy razy dziennie, jeśli to możliwe. Największym obeliskiem na świecie jest Pomnik Waszyngtona, wzniesiony przez masonów na cześć prezydenta George’a Washingtona. Aby przekonać się, jak ważny jest obelisk dla masona, wystarczy udać się na cmentarz, na którym pochowani są masoni, i przyjrzeć się licznym grobom z nagrobkami w kształcie obelisków”.
David Bay „Udowodniono, że masoneria czci Lucyfera”

„Wąż jest powszechnie symbolem Słońca, ponieważ Słońce było wielkim święcącym świata fizycznego, a wąż był uważany za wielkiego iluminatę świata duchowego, dając ludzkości „poznanie dobra i zła”. Według Biblii wiadomo kto dał człowiekowi poznanie dobra i zła: Szatan, Lucyfer. Gdyby adepci wiedzieli, że Słońce jest symbolem czegoś, czego ludzie nie zaakceptują, na przykład przekonania, że Lucyfer, diabeł, jest bogiem, którego czczą, musieliby kontynuować swoją szaradę, aby ludzie nie postanowili zaprzestać czcić go. Bo gdyby owce to odkryły, przestałyby wspierać ich działania. Musieliby ukrywać swoje wierzenia przed ludźmi i zatajać swój sekretny kult w ukrytych symbolach. W ten właśnie sposób funkcjonował kult Słońca jako religia”.
William Cooper „Mystery Babylon”

Pierwszą osobą, która kiedykolwiek przedstawiła ideę wszechświata wokół Słońca, był Pitagoras z Samos około 500 roku p.n.e. Pitagoras jest również powszechnie uznawany przez historyków masońskich za pierwszego wolnomularza. Mistrz masoński, dr James Anderson, w swojej książce „Obrona masonerii” napisał: „Jestem całkowicie przekonany, że wolnomularstwo jest bardzo blisko spokrewnione ze starą doktryną pitagorejską, z której, jak mniemam, w pewnych okolicznościach może słusznie rościć sobie prawo do pochodzenia”.
Mistrz masoński William Hutchinson natomiast napisał w swoim dziele „Duch masonerii”, że: „(…) starożytne zapisy masońskie dostarczają nam mocnych dowodów na to, że doktryna pitagorejska i zasady Bazylidian stanowią podstawę naszych religijnych i moralnych obowiązków”. Z kolei mistrz masoński William Preston napisał: „Pitagoras był jednym z pierwszych masonów”, a w swoim dziele „Ilustracje masonerii” stwierdził: „(…) zapisy bractwa informują nas, że Pitagoras był regularnie inicjowany do masonerii, a będąc właściwie poinstruowany w tajnikach sztuki, znacznie się rozwinął i propagował zasady Zakonu w innych krajach, do których później podróżował”.

Historyk masoński 33 stopnia, Albert Mackey, w swojej „Encyklopedii masonerii” napisał: „Po powrocie do Europy Pitagoras założył swoją słynną szkołę w Krotonie, kolonii doryckiej na południu Włoch, około 529 roku p.n.e., bardzo podobną do tej, którą później przyjęli masoni. Jego szkoła szybko zyskała taką renomę, że uczniowie przybywali do niego z całej Grecji i Italii. Pitagoras nauczał jako głównego dogmatu swojej filozofii systemu metempsychozy, czyli wędrówki dusz. Nauczał mistycznej mocy liczb, a znaczna część symboliki na ten temat, którą obecnie posiadamy, pochodzi z tego, co pozostawili nam jego uczniowie. Był także geometrą i uważa się go za twórcę kilku zagadnień filozoficznych.
Szkoły założone przez Pitagorasa w Krotonie i innych miastach wielu autorów uważa za wzorce, na których później budowano loże masońskie. Uczniowie tej szkoły nosili najprostszy rodzaj odzieży, a po wstąpieniu do szkoły, oddając cały swój majątek na fundusz wspólny, przez trzy lata dobrowolnie żyli w ubóstwie. W tym czasie byli również zobowiązani do ścisłego milczenia. Doktryny Pitagorasa zawsze przedstawiano jako nieomylne twierdzenia, które nie dopuszczały żadnych argumentów.

Przed dostąpieniem zaszczytów szkoły, poprzednie życie i charakter kandydata były surowo sprawdzane, a podczas inicjacji przygotowawczej obowiązywała przysięga. Kandydat musiał poddać się najsurowszym próbom hartu ducha i panowania nad sobą. Ten, kto po przyjęciu był zaniepokojony przeszkodami, jakie musiał napotkać, otrzymywał pozwolenie na powrót do świata, a uczniowie, uznając go za zmarłego, odprawiali mu pogrzeb i wznosili pomnik ku jego pamięci.
Sposób życia w szkole w Krotonie był podobny do współczesnego komunizmu. Bracia, liczący około sześciuset osób, wraz z żonami i dziećmi, mieszkali w jednym dużym budynku. Wstawali przed świtem, aby oddać cześć Słońcu. Posiłki składały się głównie z chleba, miodu i wody, bo chociaż stół był często zastawiony przysmakami, nikomu nie wolno było ich spożywać. To właśnie w tej tajnej szkole Pitagoras udzielał nauk o swojej wewnętrznej doktrynie i wyjaśniał ukryte znaczenie swoich symboli. Były trzy stopnie wtajemniczenia: pierwszy (matematyczny) zajmujący się studiowaniem nauk ścisłych. Drugi (teoretyczny) dotyczył wiedzy o Bogu i przyszłym stanie człowieka. Najwyższy stopień osiągali tylko nieliczni, których intelekt był zdolny do pojmowania pełnego urzeczywistnienia filozofii pitagorejskiej.

Życie i praca Pitagorasa bardzo przypominały wiele aspektów masońskiego rzemiosła: od obsesji na punkcie trójkątów i geometrii, po szkolny kult pełen rytuałów inicjacyjnych i prania mózgu. Adepci nauk byli surowo kontrolowani, jak kandydaci do masońskiej loży otrzymywali trzeci stopień wtajemniczenia, czym zmuszano ich do odpowiadania na wiele dociekliwych pytań osobistych. Następnie decyzyjni członkowie loży podejmowali ostateczną decyzję i dawali im białą lub czarną kulę, gdzie czarna skutkowała zaciemnieniem, czyli wykluczeniem z bractwa.
Po inicjacji, podobnie jak w typowej masonerii, pitagorejscy inicjowani kandydaci musieli złożyć przysięgę tajemnicy i lojalności, a następnie poddać się różnym testom, próbom i rytuałom. Bracia żyli jak komuniści, skazani na wspólnotę, i przykładnie czcili Słońce. Z czasem przechodzili przez serię trzech stopni, na których tylko nieliczni uprzywilejowani na najwyższym stopniu poznawali ostateczną prawdę symboli i rytuałów. Liczne podobieństwa między szkołą pitagorejską a współczesnym wolnomularstwem są zbyt duże, żeby je zignorować.

Na szczęście dla świata, pitagorejski heliocentryczny model wszechświata nie zyskał większego rozgłosu przez prawie dwa tysiące lat, aż do momentu, gdy inny wolnomularz, Mikołaj Kopernik, poświęcił 27 lat swojego życia na stworzenie zaktualizowanego modelu zwanego Układem Słonecznym, który również uwzględniał kulistą Ziemię krążącą wokół Słońca. Urodzony w Prusach w 1472 roku, Kopernik studiował filozofię i medycynę w Krakowie, a następnie został profesorem matematyki w Rzymie. W ostatnich dekadach życia fascynował się ideami Pitagorasa, a kiedy po raz pierwszy przedstawił światu swoją doktrynę heliocentryczną, została ona potępiona jako heretycka, tak że został uwięziony i zwolniony dopiero po odwołaniu swoich poglądów.
Kopernik opublikował swój słynny „Traktat o obrotach sfer niebieskich” w 1543 roku, czyli roku swojej śmierci i już wtedy podkreślał ich czysto hipotetyczny charakter. Kopernik napisał: „Nauka Pitagorasa opierała się na hipotezie i nie jest konieczne, aby hipoteza ta była prawdziwa ani nawet prawdopodobna. Hipoteza ruchu Ziemi jest jedynie teorią użyteczną do wyjaśnienia zjawisk, ale nie należy jej uważać za prawdę absolutną”. (Warto mieć też na uwadze, że w czasach Kopernika nie było jeszcze choćby najprostszej lunety, gdyż tę wynaleziono dopiero w 1608 roku, więc Kopernik „obalił geocentryzm” za pomocą sznurka i patyka – przyp.).

„System wszechświata, jak nauczają współcześni astronomowie, jest całkowicie oparty na teorii, prawdziwości której nie są w stanie dowieść ani jednym dowodem. Okopali się w zmowie milczenia i odmawiają odpowiedzi na jakiekolwiek zarzuty, które mogą zostać podniesione wobec ich hipotez. Sam Kopernik, który wskrzesił teorię pogańskiego filozofa Pitagorasa, i jego wielki przedstawiciel Sir Izaak Newton, przyznali, że ich system obracającej się Ziemi był tylko możliwością i nie mógł być udowodniony faktami. To tylko ich zwolennicy ozdobili go mianem nauki ścisłej – według nich najdokładniejszej ze wszystkich nauk. Jednak pewien astronom królewski Anglii powiedział kiedyś, mówiąc o ruchu całego Układu Słonecznego: 'Sprawa jest pozostawiona w najbardziej rozkosznym stanie niepewności i będę bardzo rad, jeśli ktoś może mi pomóc się z niej wydostać’. W jakiej bardzo smutnej sytuacji znajduje się tak zwana nauka ścisła”.
David Wardlaw Scott „Terra Firma”
„Pochodzenie teorii kulistej Ziemi można prześledzić i wykazać, że jest pogańska. Wprowadzono ją do Egiptu przez Greka Pitagorasa około 500 roku p.n.e. Pochodził z Samos i początkowo był słwanym podróżnikiem. Dużo podróżował po Wschodzie. Przyswoił sobie błędną ideę, że Ziemia i morze razem tworzą wirujący glob, a ciała niebieskie to inne światy (zamieszkane). Pitagoras powrócił do Europy i wprowadził te poważne błędy do nauk swojego kraju. Newton nie był logikiem, a logika nie stanowiła części jego rozważań. Nie twierdził też, że posiada tę cechę, która jest absolutnie niezbędna dla założyciela prawdziwej nauki. Całe życie spędził na opracowywaniu i formułowaniu modelu, który nazwał Układem Słonecznym, opierając się na mitycznych błędach, które Pitagoras przywiózł ze Wschodu w pierwszej kolejności, a które zostały przekazane przez Kopernika, Keplera i Galileusza. Nie sprawdzając natury swoich podstaw, zaakceptował całe oszustwo i przyjął hipotezy Kopernika za pewnik”.
Lady Blount „Romans nauki”

„Kopernik rozwinął inną teorię, którą również wyjaśnia w swoim 'Traktacie o obrotach sfer niebieskich’, głoszącą że aby ciało mogło obracać się wokół innego, to pierwsze musi mieć kształt kulisty i obracać się wokół własnej osi niczym bąk. W konsekwencji, aby dopasować tę koncepcję do ruchu Ziemi wokół Słońca, który opracował w celu wyjaśnienia pór roku, nagle orzekł, że Ziemia jest okrągła, wbrew powszechnej wówczas opinii, a następnie ogłosił, że wykonuje ona ruch obrotowy wokół własnej osi. Wielką wadą tej tezy jest to, że obrotu Ziemi nie można zaobserwować ani w odniesieniu do położenia Słońca lub chmur w ciągu dnia, ani do Księżyca i innych planet w nocy. Z drugiej strony, fakt nieruchomości Ziemi ma ogromną przewagę nad teorią rotacji, ponieważ można go jednoznacznie uznać za taki i śmiało powiedzieć, że jeśli nie można zaobserwować ruchu Ziemi, istnieje sto możliwości, że faktycznie tego nie czyni”.
Gabrielle Henriet „Niebo i Ziemia”
Komentarz redakcyjny
Nasze życie tutaj i chęć zrozumienia otaczającej nas rzeczywistości przypominają próbę odgadnięcia fabuły filmu w środku seansu. Akcja trwa od bardzo dawna, ale nam się zdaje, że dopiero zaczyna, że wszystko jest jasne, pewne, poukładane i wiadome. Tymczasem zostaliśmy rzuceni w wir dziejów i teraz mozolnie staramy się odtworzyć przebieg zdarzeń, dotrzeć do prawdy, co nie jest łatwe z uwagi na wszechogarniające zwodzenie i strażników bramy.
Geocentrystom, czyli tak zwanym płaskoziemcom, przypadła niełatwa rola w historii, trudny los tych, którzy widzą, wiedzą i rozumieją, a jednocześnie oskarża się ich o skrajną głupotę i poważne zaburzenia psychiczne. Paradoks sytuacji polega na tym, że zarzuty te wysuwają ludzie, którzy sami nie potrafią w sposób logiczny udowodnić swojej teorii. Mamy wrażenie przebywania w ogromnym, ogólnoświatowym psychiatryku, po korytarzach którego przechadzają się lunatycy głęboko przekonani o tym, że są zdrowi na umyśle, wytykając geocentrystów palcami i śmiejąc się histerycznie. Są to jednostki płynące z prądem, uznające za prawdę to, co powtarza większość. Tymczasem, jak słusznie zauważył Mark Twain, prawda nie ma żadnego związku z liczbą ludzi, która w coś wierzy.

W całej tej historii ludzie zdają się zapominać, że wszyscy płaskoziemcy kiedyś byli kuloziemcami, stali w tym samym miejscu, co heliocentryści. Wszyscy dawniej również wierzyliśmy w latającą w próżni skałę i traktowaliśmy ten absurd jak oczywistość. Uwielbiałem komos, fascynowały mnie te wszystkie niebiańsko wyglądające galaktyki i gwiazdy, z których każda była Słońcem. Jednak wszystko to okazało się jedynie opowieścią, historią jak każda inna. Kosmos, jaki znamy z książek i filmów, nie istnieje. Ziemia jest zamkniętym systemem z blisko położonymi ciałami niebieskimi. Nie da się opuścić Ziemi.
Od kilku ładnych lat szukam dowodu na to, że żyję na wirującej kuli. Jednym z nich miało być wahadło Foucaulta, które podczas wahnięć skręca w prawo lub lewo, w zależności od humoru. Równie kapryśny okazał się efekt Coriolisa, który rzekomo miał nadawać spływającej wodzie odpowiedni kierunek wiru, a jest całkowicie zależny od budowy zbiornika, w którym woda się znajduje. Znikający za „fizyczną krzywizną” statek pojawia się w całości, gdy tylko podejrzy się go obiektywem z wielokrotnym zoomem. Wszystkie zdjęcia rzekomej krzywizny okazały się efektem rybiego oka, wszystkie nagrania wideo „z kosmosu” okazały się ordynarnym oszustwem robionym w studiach filmowych na green screenie, z wykorzystaniem uprzęży, linek, CGI i efektów do rozszerzonej rzeczywistości.

System, widząc co się dzieje, zaczął wreszcie reagować, produkując różne rzeczy w mainstreamie. Nakręcono hollywoodzki film „Behind the curve”, w którym udający płaskoziemców przebierańcy świadomie kompromitowali się w jakichś pseudo eksperymentach. Potem był nieszczęsny The Final Experiment, który miał niby pokazywać 24-godzinne Słońce na Antarktydzie, a okazał się nagraną w studiu inscenizacją, takim samym kantem jak loty kosmiczne czy podróże na Księżyc. W międzyczasie uniwersytety organizowały posiedzenia i wykłady na temat płaskości Ziemi, pokazując „dowody” na jej kulistość i krzewiąc ideę kosmosu. Bardzo wyraźnie widać, że system przeszedł z fazy bierności do aktywnej obrony, dziwnie serio traktując coś, co miało być najgłupszą teorią spiskową wszech czasów.
Żyjemy w cywilizacji przeżartej kłamstwem i oszustwem. Wciskają nam kłamliwą historię i serwują fikcyjny model rzeczywistości, absurdalną kosmologię z bezbrzeżną czarną otchłanią i miliardami planet, twierdząc że powstaliśmy w wyniku wielkiego wybuchu. Po prostu nie było nic i któregoś dnia z niczego ot tak powstało wszystko, wybuchło samo z siebie, tworząc kosmos i planety. To tak jakby wierzyć, że po przejściu tornada powstają pięknie zbudowane domki letniskowe. Idea wielkiego wybuchu i towarzyszącego mu kosmosu sprowadziły Cię na duchowe manowce, zredukowały do poziomu robaka. Wcześniej byłeś boską istotą i częścią stabilnej Ziemi. Teraz jesteś efektem przypadku, pyłkiem w bezbrzeżnej czarnej otchłani.
Ziemia została duchowo zgwałcona przez masonerię, która podbiła cały cywilizowany świat. Celem tego wielowiekowego procesu było zabicie Stwórcy – Boga. Jezuickie programowanie wolnomularstwa spenetrowało cywilizację, przejmując uniwersytety, szkoły i media. Za pomocą scjentyzmu, fantastyki, parodii prawdziwej nauki, oderwano ludzkość od prawdziwej Ziemi pod jej stopami, przejmując nad nią całkowitą kontrolę mentalną. Stworzono gigantyczną sieć powiązań, która polega na wzajemnym utwierdzaniu się jej podmiotów w tym, że przekazywana przez nie wiedza jest prawdziwa. W tym właśnie tkwi potęga systemu.
Jesteśmy zamknięci na niewielkim obszarze Ziemi. Oczywiście za odpowiednie pieniądze można polecieć na Antarktydę, ale nie można się po niej poruszać bez przewodnika, nie można bez czyjejś zgody iść do oporu na południe. Żaden ze „zdobywców bieguna południowego” (który ustanowiono blisko brzegu pierścienia) nie szedł dalej na południe, by wyjść z drugiej strony rzekomej wyspy. Wszyscy zawsze zawracają do bazy na północ. Muszą tak robić, bo Antarktydy nie da się przekroczyć.

Jesteśmy dopiero po pierwszej dekadzie odkrywania prawdy. Fala przebudzenia jest większa niż mogło się wydawać. Sam ten fakt jest oczywiście pozytywny, jednak moim skromnym zdaniem za naszego życia nie nastąpi żadna poważna zmiana, żaden paradygmat prawdziwej wiedzy nie przedrze się do świadomości mas. Ciągle jesteśmy zdecydowaną mniejszością, jednak przecieramy teraz szlak dla przyszłych pokoleń i należy ten proces docenić. Całą resztę trzeba traktować z dystansem, będąc jedynie obserwatorem przemian, a nie drenującą się z energii jednostką skazaną na nierówną walkę z systemem. Świadomość prawdziwej natury tej rzeczywistości musi społecznie dojrzeć, a to wymaga czasu i cierpliwości.

