Hillary Clinton chce cenzury totalnej
Reading Time: 3 minutesHillary Clinton uważa, że wolność słowa stanowi poważne zagrożenie dla establishmentu i tego, co socjaliści nazywają swoją wersją demokracji. Clinton pojawiła się w CNN, gdzie wzywała do surowych wytycznych dotyczących platform mediów społecznościowych, bo inaczej „stracimy całkowitą kontrolę”.
Operacja mockingbird nie jest w stanie kontrolować narracji w mediach społecznościowych. O ile w mainstreamie platformy potrafią dowolnie uciszać opozycję, gdyż istnieje niewiele kanałów, w których społeczeństwo może w miarę otwarcie i bez strachu wyrażać swoje opinie, tak w mediach alternatywnych cenzurowanie jest znacznie trudniejsze.
Dziennikarze tradycyjnych mediów są zobowiązani do przestrzegania wspólnej, kłamliwej narracji służącej globalistom, a relacjonowanie prawdziwych wiadomości jest niemożliwe. Dlatego tacy ludzie jak George Soros wykupili całą masę gazet, portali i stacji radiowych, by móc dowolnie modelować poglądy społeczeństwa. Jednak w ten sposób mogą kontrolować narrację tylko w ograniczonym zakresie. Coraz więcej ludzi relacjonuje to, co widzi, rozmontowując przekaz rządzących.
Clinton powiedziała, że potrzebne są odgórne działania krajowe. „Niestety, nasz Kongres nie radzi sobie z tymi zagrożeniami dla naszych dzieci” – dodała, mówiąc, że ograniczenie wolności słowa powinno być najważniejszym punktem każdego programu legislacyjnego. „Moim zdaniem powinniśmy uchylić coś, co nazywa się Sekcją 230, która dawała platformom w internecie nietykalność, ponieważ uważano je wyłącznie za pośredników, których nie wolno oceniać za publikowane treści. Ale teraz wiemy, że to był zbyt uproszczony pogląd, że jeśli platformy czy to Facebook, Twitter/X, Instagram czy TikTok, cokolwiek to jest, nie moderują i nie monitorują treści, wtedy tracimy całkowitą kontrolę”.
Tymczasem rzeczywistość jest jeszcze gorsza, bo już teraz istnieje bardzo niewiele miejsc w internecie pozwalających na autentyczną wolność słowa. Dla establishmentu jednak i to jest zbyt dużo. Clinton uważa, że same platformy powinny być karane za zezwalanie na otwarty dialog. Chce, by rząd miał możliwość monitorowania naszych interakcji online i nadzorowania tego, czym się dzielimy, by móc kontrolować nasze opinie. Jako główne zagrożenie wskazała media sprzyjające Trumpowi.

Niedawno Kamala Harris oświadczyła, że jest otwarta na rozpatrzenie Sekcji 230, a kandydat na zastępcę prezydenta, Walz, podczas rzekomej pandemii Covid-19 uruchomił w Minnesocie swoje wpływy na rzecz ograniczenia wypowiedzi i przemieszczania się. Clinton wcześniej powiedziała, że Amerykanie, którzy dzielą się „dezinformacją”, powinni być ścigani jak przestępcy.
Podczas operacji Covid-19 widzieliśmy, jak główne media usuwały z platform każdego, kto kwestionował pandemię. Tymczasem „teorie spiskowe i dezinformacja” okazały się prawdą, ale szkody systemowe są nieodwracalne. Udało im się nawet usunąć urzędującego prezydenta z mediów społecznościowych.
Trzeba sobie zdawać sprawę z pozycji takich ludzi jak Hillary Clinton czy Barrack Obama. O ile masy nie przejmują się ich opiniami, tak Harris i Walz dostrajają się do ich sztuczek i są gotowi wdrożyć te zalecenia. Będą musieli również kontrolować narrację, gdy gospodarka się załamie, maszynka wojenna się rozkręci, a ludzie staną się całkowicie niezadowoleni z rządów na całym świecie.
W maju zeszłego roku reżim Trudeau oficjalnie zdelegalizował niezależne media w Kanadzie. Ustawa C-11 dotycząca cenzury internetowej stała się prawem po tym, jak wdrożyli ją kanadyjscy senatorowie. Od tamtego czasu każdy, kto udostępnia artykuły lub wpisy online, które weryfikatorzy treści uznają za fałszywe, podlega grzywnie, aresztowaniu lub wieloletniemu więzieniu. W podobnym kierunku skręciła Australia i Nowa Zelandia, a teraz tą samą drogą mają iść USA i Unia Europejska.

Warto pamiętać, że kwestia wolności słowa i kontroli treści w mediach społecznościowych była zasadniczo jedynym tematem omawianym na ostatnim szczycie World Economic Forum w Davos. Klaus Schwab postulował administracyjną zmianę w podejściu do social mediów. Prezes WEF od dawna domaga się prawnych restrykcji wobec osób, które „sieją dezinformację w internecie”.
Podczas panelu dyskusyjnego Emma Tucker, redaktor naczelna The Wall Street Journal, powiedziała: „Jeśli cofniemy się naprawdę nie tak dawno temu, byliśmy właścicielami wiadomości. Byliśmy strażnikami i w dużej mierze posiadaliśmy również fakty. Jeśli napisano coś w Wall Street Journal, New York Times, to był to fakt. W dzisiejszych czasach ludzie mogą korzystać z różnych źródeł wiadomości i znacznie częściej wątpią w to, co mówimy”.
Zmiany ustawodawcze, jakich domaga się Światowe Forum Ekonomiczne i obóz demokratyczny w USA, jasno pokazują, w jakim kierunku będziemy zmierzać, jeśli Kamala Harris wygra wybory. Resetowanie systemu postępuje, a jego ostatecznym celem jest ogólnoświatowy totalitaryzm.

